Dzień zaczął się jak każdy… Budzik zadzwonił i próbowałem wstać… Lecz niestety stało się coś z moim kolanem z niewiadomych przyczyn… No nic, po chwili przeszło, doszedłem do szkoły i dowiedziałem się iż z pierwszych 6 lekcji jesteśmy zwolnieni i mamy część teoretyczną z udzielania pierwszej pomocy (znowu?)… Fajnie, 7 lekcja W-F to się przeżyje, ale wcale nie było tak kolorowo, chwile przed W-F’em ból znowu się nasilił, lecz okazało się że idziemy na siłownie, wszystko ok, będę przecież ćwiczył ręce itp a nie nogi… Ale jak to w naszej szkole bywa zapodział się gdzieś klucz od pomieszczenia ze sprzętem… No i poszliśmy na salę gimnastyczną, wszyscy sie cieszyli że będziemy grać w piłę na całą salę (co sie rzadko zdarza bo zazwyczaj dziewczyny mają siatkę na pół sali), ale mnie to całkowicie dobiło, noga boli a nauczyciel olewa czy coś mi jest czy nie… Z bólem czy nie musiałem grać, zazwyczaj lubię piłkę nożną ale jak tu grać z urazem ? Oczywiście kaleczyłem sport jak się dało, ale pocieszam się tym że trafiałem w piłkę
Ból jakoś przeszedł a ja rozmyślam jak to (ja?!) mogłem tak zepsuć ten wspaniały sport…
Poniedziałek 5 Listopada- czyli kolejny zły dzień…
Listopad 5, 2007 Autor: sl4y
W noge to my już prawie w ogóle nie gramy. Non stop siateczka